
Wawer
jest największą dzielnicą Warszawy, lecz nie sposób znaleźć o nim wzmianek w jakichkolwiek przewodnikach turystycznych. Faktycznie, nie znajdziemy tu katedr ani pałaców. Ale czy na pewno Wawer pozbawiony jest spuścizny historycznej czy architektonicznej? Czy życie i działalność wielu pokoleń jego mieszkańców nie pozostawiły po sobie żadnych śladów? Czy musi być kojarzony jedynie z Centrum Zdrowia Dziecka, czy Instytutem Kardiologii, czy domkami jednorodzinnymi? Czy nie jest niczym więcej, niż tylko daleką peryferią, kolejną sypialnią Warszawy?
Mieszkam w Wawrze od wiosny 2002 roku i kto wie, czy nie jest to dla mnie największą wartością Wawra. Nie mogę powiedzieć, by oszołomił mnie swoimi zabytkami czy też współczesnym swoim rozwojem – prędzej zauroczył malowniczością swoich widoków, swoistą sanatoryjnością niby-stołecznych ulic. Rzeczywiście, czułem się, jakbym na stale zamieszkał w jakimś sanatorium. Wiejska droga, las, słowiki nad ranem, święty spokój – to nie mogło nie zauroczyć. Jednak lata biegły, a docierało do mnie, iż największym stopniem spostrzegawczości wcale nie jest podziwianie Wawelu i zachwycanie się Luwrem. Nie utrwalenie piramid czy pagód (a dokładnie, siebie na tle piramid). Największym stopniem wtajemniczenia w piękno jest umiejętność zachwytu nad czymś naprawdę małym, dla wielu wręcz nieistotnym. Przecież to żadna sztuka – zachwycać się tym, co wielkie, o czym zresztą dowiedzieliśmy się, zanim jeszcze to zobaczyli. Tłumy turystów to potrafią. Ale czy one tworzą coś dodatniego, co stanie się kiedyś nową wartością? Czy odkryją coś, co wzbogaci światowy skarbiec kultury? Myślę, że takie bierne podejście do sztuki jest jedynie pewną odmianą konsumpcjonizmu. Większą wartością jest dostrzec sztukę tam, gdzie jej się dotychczas nie dostrzegało. Wówczas pewne obiekty czy zjawiska zostaną dowartościowane, a mapy przestaną być wypełnione miejscowościami niezaznaczonymi żółtym lub czerwonym prostokątem.
Wawer należy do takich terenów, gdzie sztuka, historia, zabytki w oczy się nie rzucają. Miłośnikom Big Benów, Świętych Marków i Wersali nie ma tu czego szukać. Tym nie mniej ci, którzy interesują się małym, którym już „znane i uznane” wspaniałości nie wystarczą, by odczuć głębię pełni (bądź pełnię głębi) historii swojej dzielnicy, swojego miasta lub kraju, odkryją w Wawrze dla siebie coś, co na pewno jest godne uwagi.
„Zabytek nie jest na tyle zabytkiem, by być zabytkiem”
Oficjalnie mamy w Wawrze 125 obiektów zabytkowych: budynki mieszkalne, użytkowe, kościoły, pomniki, cmentarze, założenia parkowe i urbanistyczne. Nie jestem wyrocznią, nie stanowię prawa i nie pretenduję na monopol do prawdy ostatecznej, ale uważam, że liczba ta jest wysoce zaniżona. Problem jednak polega na tym, że w oczach urzędniczych nie wszystko, co jest stare, staje się automatycznie zabytkiem. Jak powiedziano mi w rozmowie nieformalnej, obiekt, by stać się zabytkiem z urzędu, musi spełniać szereg kryteriów dodatkowych, zaś sam wiek nie predestynuje go jeszcze do bycia zabytkiem oficjalnym. Musi więc posiadać jakieś wybitnie oryginalne i niepowtarzalne cechy, nie być skażonym przebudowami i adaptacjami, stanowić bądź to wzór budownictwa miejscowego, bądź z kolei czymś się mocno wyróżniać. Muszą być też jakieś wydarzenia bądź ważne osobistości z tym obiektem związane.
Z jednej strony, wymogi te są zrozumiałe. Nie da się pod zabytek podprowadzić absolutnie wszystkiego, co kiedyś się zbudowało na potrzeby pobytowe. Wśród starego (ale też i nowego) budownictwa mamy w Polsce wiele kiepścizny, wiele tandety i prowizorki, która sama przez się zabytkiem nigdy się nie stanie. Nie brak tego i w Wawrze. Takowe były i są realia poziomu życia w Polsce, które nie mogło nie wywrzeć piętna na krajowe budownictwo.
Z drugiej strony, patrzeć na zachowane budownictwo poprzez pryzmę wielkomiejską – „co ma dla Warszawy znaczenie, a co nie ma” – jest głęboko niesprawiedliwe. Dla Wawra co innego ma znaczenie, niż dla całej Warszawy. (Ot, wkraczamy tu w dość trudny temat zależności bądź niezależności dzielnicowych czy gminnych samorządów, przynależności (lub nie) do Warszawy miast i gmin z jej bezpośredniego otoczenia itd.) Warszawa jako całokształt może sobie pozwolić, by w jakiejś z jej licznych dzielnic nieco ubyło nie dość ważnej substancji historycznej – ale sama ta dzielnica, która nie zawsze musiała być częścią składową stolicy (ot, choćby Wawer), odczuje stratę znacznie wówczas większą.
Uznanie bowiem jakiegoś obiektu za zabytek znacznie ogranicza możliwe z nim manipulacje, zwłaszcza jego wyburzenie.
Wystarczy sobie wyobrazić, co by się stało, jakby wyglądał Wawer, gdyby któregoś dnia zostało w nim owe 125 oficjalnych zabytków, a w miejscu całej reszty budownictwa przedwojennego wyrosły nowoczesne wille i apartamentowce? Czy doprawdy nic by się nie zmieniło, a dorobek Warszawy by nie zmalał? Chyba nikt, kto choć trochę zna Wawer, nie był by zachwycony takim obrotem sprawy. Klimat dzielnicy uległby zmianie. Nawet, jeżeli jakościowo nowa zabudowa odpowiadałaby potrzebom mieszkańców w znacznie większym stopniu, niż dotychczasowa, trudno dostrzec jakieś pozytywy geograficzne i kulturalne, gdy Wawer stanie się nowym Wilanowem.
Zatem dlaczego mamy tak mało oficjalnych zabytków? Co za tym stoi? Nieroztropność urzędników, którzy wolą popijać w biurowym zaciszu kawę niż przeprowadzać badania terenowe? Liczenie na to, że „i tak tego nikt nie wyburzy, a przynajmniej nie wszystko na raz”? Wątpliwego altruizmu pójście na rękę właścicielom starego budownictwa, by mogli we własnym zakresie poprawiać swoje warunki mieszkaniowe?
Prawdą jest, że życie w zabytkach nie koniecznie jest tak ekscytujące, jak ich oglądanie. W Wawrze to widać aż nadto. Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tak się dzieje, że dorobek pokoleniowy idzie w kierunku budowy nowego domu, niż rekonstrukcji starego. Dlaczego nowe domy stają się jeszcze nowsze i zamożniejsze, a stare – jeszcze starsze i uboższe. Dlaczego w starych domach pozostają mieszkać ludzie, którzy w żaden sposób nie są w stanie utrzymać budynku w dobrej kondycji. Niestety, państwo polskie działa tak, a nie inaczej, więc uznanie obiektu za zabytek nie powoduje choćby najmniejszego udziału państwa w jego utrzymanie czy renowację, za to przekłada wszelkie obowiązki na barki właściciela tego obiektu. W tym rozkładzie rzeczy uznanie co niektórych budynków za zabytki wyrządza krzywdę ich właścicielom i mieszkańcom. Trudno jest troszczyć się o piękno architektonicznego krajobrazu, wystawiając poza nawias czynnik ludzki – a przecież w wielu przypadkach tymi ludźmi są członkowie rodzin tego, kto miał niegdyś nieostrożność ten dom swoimi siłami i kosztem wybudować.
Warto też uzmysłowić, że ochroną siatki zabytków powinno zajmować się państwo, jeżeli zależy mu na utrwaleniu spuścizny historycznej. Trudno oczekiwać, by troszczyła się o to jednostka ludzka – w jej interesie jest mieszkanie w komforcie, ale już niekoniecznie dbanie o historię narodową. Zresztą, nie zapominajmy, w jaki sposób powstawało to, co podziwiamy obecnie jako zabytki. Otóż to stare budownictwo użytkowo-mieszkaniowe powstawało z myślą o komforcie jego właścicieli-mieszkańców, a nie z troską o jego przyszłej roli w hierarchii architektonicznej kraju. Talent ludzki – to, co w tym wszystkim najważniejsze – sprawiał, że budynki były stylowe, zdobione, estetycznie uwarunkowane, lecz służyło to właśnie komfortowi mieszkańców, miejscowym zwyczajom, aktualnym dla swej epoki wyobrażeniom o pięknie. I właśnie rolą współczesnego państwa jest zbieranie resztek tych przejawów ludzkiego talentu z różnych epok i dbanie o to, by talent dzisiejszy mógł się realizować nie kosztem tego wcześniejszego, a jako jego uzupełnienie. Być może za paręset lat to, co dla nas jest nudną zabudową współczesnych peryferii Warszawy, co grozi zalać wciąż staroświecki Wawer, dla naszych potomków będzie niczym innym, jak „charakterystycznym polskim budownictwem kolejnego Fin de siècle”, bez różnicy, czy powstał na obrzeżach Krakowa, czy w warszawskim Wawrze – i równie cennym, jak dziś dla nas architektura secesyjna?
Wróćmy jeszcze do kwestii 125 „zabytków z urzędu”. Znajdują się one na stronie ................, gdzie każdy może się z nimi zapoznać (polecam stronę wyszukiwania...................., gdyż wejście od strony głównej jest od dłuższego czasu niemożliwe). Nie wiem, jak często aktualizuje się ta strona, na ile odzwierciedla ona aktualną listę zabytków – dotyczy to nie tylko Wawra, lecz całej Warszawy. Nie można wykluczyć, że jest ona tradycyjnie niedostępna właśnie ze względu na swoją nieaktualność. Jednak opierać się można jedynie o nią, gdyż jest to i tak najpełniejsze źródło informacji o warszawskich zabytkach.
Od razu zaznaczę, że liczba „125” podana jest mocno na wyrost. Jest to jedynie suma wszystkich wyników, pojawiających się w związku z Wawrem.
Po przestudiowaniu wyników wyszukiwania zauważamy, że z ogólnej liczby 125 obiektów aż XXX – to obiekty... niezachowane. Dodam od siebie, że i z pozostałymi nie wszystko jest gładko. Dwa zabytki posiadają błędną adresację, co uniemożliwia ich zlokalizowanie. Jeden nie należy do dzielnicy Wawer, tylko do Rembertowa. Jeden ciężko w ogóle nazwać zabytkiem, gdyż jest ze wszech miar szpetnym i bezkształtnym budynkiem szpitalnym z lat 1950-ych. Są również „martwe duszy” – obiekty, które na liście wciąż istnieją, lecz w rzeczywistości dawno zostały zburzone.
Jak to jest, że urzędnicy wciąż liczą zabytki niezachowane, a przy tym pomijają te prawdziwe, wciąż istniejące?
Własnymi nogami przemierzyłem większą część Wawra. By wiedzieć, gdzie szukać, korzystałem z „oficjalnej” listy oraz z mapy 1933 (???) roku, gdzie było widać, które tereny były wówczas zabudowane, a gdzie były pola i lasy. Jednak okazało się, że mapa ta nie do końca godna jest zaufania, gdyż w latach 30-ych zabudowy było już znacznie więcej, niż wskazywała mapa.
Zapraszam do oglądania galerii zdjęć. Wszystkie zostały podzielone pomiędzy osiedlami i ulicami według oficjalnego przyporządkowania adresowego. Czasem się zdarza, że działka z zabytkowym budynkiem zajmuje teren pomiędzy dwoma, a to i trzema (może nawet czterema?) ulicami. Jednak, by uniknąć bałaganu, przypisuję ją tylko do tej jednej, do której należy oficjalnie. Bywa i tak, że fasada główna budynku wraz z wejściem znajduje się przy ulicy innej, niż wskazują dane adresowe posesji – jednak te ostatnie są konsekwentnie rozstrzygające, jeżeli chodzi o umieszczenie obiektu na stronie. Jednocześnie nie operuję dokładną numeracją budynków w opisie zdjęć – by w ten sposób uszanować prywatność mieszkańców.
Niektóre ulice biegną przez kilka osiedli – Patriotów, Bysławska, Wał Miedzeszyński, Trakt Lubelski, Mrówcza. Musiałem je podzielić, zatem nadrzędną zasadą był całościowy opis wybranej dzielnicy/osiedla, a nie wykaz wszystkich zabytkowych budynków wzdłuż jednej ulicy.
Obecnie mój projekt nie jest jeszcze ukończony. Pozostało mi jeszcze trochę do zwiedzenia, jak choćby cały prawie Sadul, Las czy Marysin Wawerski. Serdecznie zachęcam do komentowania treści i zdjęć, jak również wskazywania czy to obiektów, czy szczegółów / błędów w opisach, które mi umknęły. Ktoś wie, że są gdzieś inne ciekawe obiekty? Proszę o informację – będę za nią wdzięczny.














